Kompromisy
Żaden partner nie ma wszystkich wymarzonych cech. Akceptacja pewnych braków jest normalna i często mądra. Ważne jest to, aby wybrać je spokojnie i z wyprzedzeniem, zamiast bezwiednie w nie zdryfować.
„Nie wspiera mnie tak bardzo, jak bym chciał(a), ale jest rodzinny(-a) i niezwykle czuły(-a).”
Zapytaj dowolną szczęśliwą parę, a usłyszysz o jakimś kompromisie — często wypowiedzianym z uśmiechem. Niedostatek jednej cechy zrekompensowany przez inne, które liczą się dla tej osoby bardziej. Nie ma w tym nic złego. Większość dobrych związków ma w sobie jeden lub dwa takie kompromisy.
W nowym związku pociąg fizyczny potrafi być niezwykle przekonującym adwokatem: tłumaczy, że to, co uważałeś(-aś) za ważne, tak naprawdę nigdy się nie liczyło. Zdecyduj zawczasu, z chłodną głową, z jakimi lukami potrafisz żyć i co musiałoby je wynagrodzić. Wtedy kompromis pozostanie Twoim własnym wyborem, a nie czymś, co wybrano za Ciebie.
Kompromis to ocena 2 na 5: czegoś tu trochę brakuje. Poniżej tego poziomu przestaje to być kompromisem. Ocena 1 — „wcale” — to czerwona flaga, której nie wynagrodzi żadna ilość wspólnego śmiechu ani pieniędzy.
Trzy cechy stanowią absolutne minimum dla niemal każdego: Bezpieczeństwo, Szacunek i Swoboda. Wielu ludzi mimo to oddaje je w zamian za pociąg, wygodę czy ze strachu przed samotnością. Właśnie tam kompromisy stają się toksyczne. Brak poczucia bezpieczeństwa, brak szacunku czy bycie kontrolowanym to nie jest luka, którą można czymś nadrobić.
Jeśli nie czujesz się bezpiecznie lub swobodnie, porozmawiaj z kimś, komu ufasz.
To, na co możesz przystać, zależy od tego, co liczy się dla Ciebie najbardziej, dlatego kompromisy ustala się po priorytetach. Twoje dopasowania pokażą potem, jak wypada na tym tle prawdziwy partner.